Robert Seethaler „Całe życie”

WP_20170428_14_20_20_Pro.jpg

Ta krótka, niespełna dwustustronnicowa lektura to napisana prostym, ale niezwykle plastycznym językiem historia życia Andreasa Eggera, austriackiego sieroty przygarniętego przez krewnych tylko dlatego, że na jego szyi zawisł woreczek
z pieniędzmi. Autor opowieść zaczyna tak:

„Pewnego lutowego poranka 1933 roku Andreas Egger dźwignął z przesiąkniętego na wskroś wilgocią i zalatującego kwaśnawą wonią siennika pasterza kóz Johannesa Kalischkę, którego mieszkańcy doliny wołali Rogaty Jasiek, by trzykilometrową, zagrzebaną pod grubą warstwą śniegu górską ścieżką znieść go do wioski.”

Los od początku stawia przed Andreasem wiele wyzwań, zdawałoby się ponad jego siły, a już na pewno ponad siły czytelnika. Mężczyzna za każdym razem zostaje ocalony dzięki ślepemu trafowi, przeczuciu, lub sile charakteru.
„Suddeutsche Zeitung” porównuje lekturę książki Seethalera do błogiego dnia spędzonego na alpejskiej łące. Podczas czytania zżymałam się na tę analogię, bo wiele jest w tej krótkiej książce momentów przejmująco smutnych, jednak coś w tym jest. Mimo że życiorys Andreasa jest w wielu miejscach naznaczony traumą, spokojny rytm narracji, taki sam dla wydarzeń radosnych, jak i smutnych, sprowadza na czytelnika coś w rodzaju stoickiego spokoju, poczucia, że mimo trudów Andreas umarł spełniony, kochał, cierpiał — jego życie miało sens. Nikt, czytając książkę Roberta Seethalera nie pomyśli, że chciałby zamienić się z Andreasem miejscami, ale jest w tej postaci coś, co sprawia, że chciałoby się być takim jak on. „Całe życie” czyta się trochę jak piękną baśń lub przypowieść, której morał mogłyby stanowić słowa profesora Zygmunta Baumana” „szczęście znajduje się w pokonywaniu nieszczęścia”. Polecam, bardzo.

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za możliwość zrecenzowania książki.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Robert Seethaler „Całe życie”

  1. Ja bardzo się „Całym życiem” rozczarowałam… Mam wrażenie, że książkę zabiła jej d o s ł o w n o ś ć, zabrakło mi odrobiny niedopowiedzenia i poezji. Bardziej podobało mi się ostatnio czytane opowiadanie Dostojewskiego „Łagodna”, gdzie też pojawia się wątek zamknięcia w kapsułce wspólnego życia, historii, która dla kogoś mogła być naznaczona bólem i bezsilnością, chociaż z pozoru była tak zwyczajnie prosta… (zapraszam do przeczytania recenzji: taknamarginesie.wordpress.com/2017/08/05/fiodor-dostojewski-biale-noce/)

    Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s