„Księga dziwnych nowych rzeczy” Michel Faber

12348031_320043418119828_3650772204280398585_n

„-Ty jesteś tu, ona tam. To normalne.
-Normalne?
– Rozdźwięk. Pęknięcie. Powiększa się coraz bardziej i w końcu…
jest trudne do pokonania. Jak… – Zabrakło jej słów i postanowiła wyrazić to gestem. Na kilka sekund puściła kierownicę (…) i uniosła ręce. Dłonie trzymała równolegle, oddalone od siebie zaledwie o kilka centymetrów. Pomyślał, że za chwilę złoży je w modlitewnym geście niczym średniowieczny mnich. Ale zamiast tego zaczęła je rozsuwać. Po chwili zwiotczały i opadły bezwładnie, jakby każda z nich oderwała się od ciała i poszybowała w przestrzeń.” 
strona 351

Do najnowszej i jak zapowiada Michel Faber jego ostatniej powieści podeszłam bardzo entuzjastycznie. Poprzednia książka jego autorstwa „Szkarłatny płatek i biały” to było dla mnie cudowne odkrycie i zarazem najlepsza książka minionego roku. Oprócz tego”Księga dziwnych nowych rzeczy” zebrała mnóstwo pozytywnych recenzji,
a przepiękna okładka polskiego wydania od razu zachęcała do lektury.

Sam pomysł na fabułę jest zaskakujący, chociaż jeśli pomyśleć, że nasza planeta jest ledwie bladym niebieskim punktem w bezkresie wszechświata to już nie wydaje się wcale taka nieprawdopodobna.

Peter, obecnie pastor a kiedyś alkoholik i narkoman, decyduje się głosić Ewangelię
w obcym systemie słonecznym, miliardy mil od domu i swojej ukochanej żony Beatrice. Przechodzi przez rekrutacyjne sito potężnej korporacji USIC i zostaje wysłany na nowo skolonizowaną planetę Oaza. Oboje Peter i Bea zdają sobie sprawę, że stoi przed nimi jedno z najtrudniejszych wyzwań w ich życiu. Po raz pierwszy będą tak daleko od siebie, a jedyną formą kontaktu pozostaną listy przesyłane przez „Sztos” urządzenie przypominające stary komputer. Na miejscu Peter jak najszybciej chce otrząsnąć się ze skutków ubocznych podróży i rozpocząć swoją misję ewangelizacyjną wśród rdzennych mieszkańców planety – Oazjan lub „dziwolągów” jak jak w większości nazywają ich współpracownicy nowego pastora. Tymczasem z Ziemi zaczynają napływać niepokojące listy od Bei.

Każdy rozdział „Księgi nowych dziwnych rzeczy” jest zatytułowany jego ostatnim zdaniem. Dzięki temu zabiegowi  mimo tego, że akcja rozwijała się niespiesznie nie miałam ochoty porzucić lektury. W głowie roiło mi się od domysłów i pytań co do dalszego ciągu tej historii, tym bardziej, że wszyscy mieszkańcy bazy USIC sprawiali wrażenie, że nic nie jest takie na jakie wygląda. Zastanawiały mnie relacje Bei z pogrążonej w chaosie Ziemi. Miałam nadzieję, że na końcu wszystkie elementy ułożą się w większą całość i tak właśnie napędzana perspektywą odkrycia „o co chodzi?” dotarłam do końca „Księgi”.

Ostatecznie, mój stosunek do książki chyba najlepiej podsumowuje cytat na początku tego wpisu. O ile pierwszy rozdział opisujący pożegnanie Petera i Bei czytałam ze ściśniętym gardłem mając w pamięci okoliczności powstania książki, o których przeczytałam w wywiadzie z autorem (ostateczną redakcję powieści Faber przeprowadzał w tym samym czasie, gdy jego żona umierała w szpitalu), o tyle im dalej tym bardziej moje zaangażowanie w historię i losy bohaterów malało.  Po ciekawym początku, świetnie oddanemu poczuciu wyobcowania i zagubienia głównego bohatera w nowym otoczeniu dostajemy długie fragmenty opisujące życie pastora wśród tubylców. I znów początkowo interesujące sceny z życia Oazjan z biegiem fabuły zaczynały mi się dłużyć, kazania Petera nudziły, a on sam zaczął mnie irytować.
I dopóki irytował byłoby wszystko w porządku, nie każdego bohatera trzeba lubić.
Pod koniec niestety złapałam się na tym, że nie potrafię wczuć się w przeżycia ani pastora, ani jego żony. W pewnym momencie najbardziej obchodził mnie los ich kota…

Nie wiem czego zabrakło w przypadku „Księgi dziwnych nowych rzeczy”. Czy to niemożność utożsamienia się z bohaterami, rozdźwięk między deklaracjami i czynami Petera, brak odpowiedzi na pytania, które wręcz narzucały się w trakcie lektury? Dostrzegam i doceniam wiele elementów chwalonych w recenzjach, przedstawiony motyw języka jako źródła nieporozumień, rozważania na temat istoty wiary, siłę powołania (tak myślę, że zamiast misjonarza na miejsce Petera można by wstawić naukowca z „misją” czy kogokolwiek innego przekonanego o ważności zadania przed którym stoi),  Oazę – dziwny, znajomy a jednak obcy świat wykreowany na kartach powieści. Niestety, mam poczucie, że gdzieś po drodze rozminęłam się zupełnie z opowieścią Fabera. Jestem ciekawa, czy ktoś miał podobne odczucia po lekturze?

Reklamy

5 uwag do wpisu “„Księga dziwnych nowych rzeczy” Michel Faber

  1. „W pewnym momencie najbardziej obchodził mnie los ich kota” – mocne 😀 Tak czy owak, jestem zaintrygowana, bo czytałam dwie sprzeczne recenzje. I w związku z tym myślę, że prędzej czy później sięgnę po książkę Fabera, by wyrobić sobie własne zdanie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s