Śląskie Targi Książki w Katowicach.

WP_20151107_10_49_49_Pro

Niezwykły budynek Międzynarodowego Centrum Kongresowego i trawa na dachu 😀

W końcu w Katowicach doczekaliśmy się targów z prawdziwego zdarzenia. Już pierwsze informacje o imprezie wyglądały naprawdę zachęcająco w porównaniu do tego co można było zobaczyć w poprzednich latach w Spodku. Co ważne, zmienił się organizator imprezy. W tym roku wydarzenie powstało z inicjatywy spółek Targi Książki i Murator Expo, które stoją również za Warszawskimi Targami Książki, patronat nad imprezą objeło także miasto Katowice. Nowa lokalizacja – przestronne, nowoczesne i co bardzo istotne klimatyzowane Międzynarodowe Centrum Kongresowe zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Podsumowując: 135 wystawców na 92 stoiskach i możliwość spotkania z 82 autorami w ciągu trzech dni targowych przypadających na weekend 6-8 listopada.

WP_20151107_12_47_03_Pro

Na początku obawiałam się bardzo o frekwencję, bo o ile informacja
o targach na pewno dotarła z wyprzedzeniem do stałych bywalców podobnych imprez, tak do ostatniego tygodnia października ciężko było znaleźć cokolwiek więcej o gościach i programie w internecie. Na mieście dopatrzyłam się aż jednego, małego afiszu koło stoiska bukinistów na ul. Stawowej. Na stronie wydarzenia na Facebooku sporo osób dopytywało się o szczegóły. Ich pytania pozostawały bez odzewu i bałam się, że targi kolejny raz polegną przez błąd taki sam jak poprzednich organizatorów
– brak informacji i szerszej promocji. W związku z tym komu mogłam wspominałam o targach i bardzo się cieszę, że udało mi się namówić dosyć spora grupę znajomych na wyjazd do Katowic. Moje obawy na szczęście się nie ziściły, hala zapełniła się jak dla mnie w proporcji idealnej ludzi wszędzie było na prawdę sporo, ale nie trzeba było się przepychać w tłumie. Wstęp wolny tez zachęcał żeby sprawdzić co się dzieje w MCK.

A działo się sporo, przede wszystkim (punkt dla mnie najważniejszy) spotkania z autorami, które odbywały się w bardzo przyjaznej, kameralnej atmosferze, szczególnie te w wydzielonych strefach forum.

WP_20151107_11_07_59_Pro

Spotkanie z Witem Szostakiem.

Na początek sobotniego programu Wit Szostak. Nie miałam okazji wcześniej przeczytać żadnej książki autora, ale z zamiarem zakupu któreś z nich nosiłam się już od dłuższego czasu. Niestety, co mnie zawsze w takich razach ogromnie dziwi, dostępny w sprzedaży był tylko jeden tytuł.
Z drugiej strony odpadły dylematy, co wybrać (Wit Szostak ma już na koncie 9 książek, oprócz tego opublikował wiele opowiadań i tekstów filozoficznych). Ostatecznie padło na „Oberki do końca świata„.
Rozmowa z Witem Szostakiem toczyła się wokół początków jego twórczości i sposobu pracy pisarza, który swój czas dzieli pomiędzy pracę na uczelni
a działalność literacką. Słuchacze mogli się dowiedzieć, że dane autora na okładkach jego książek nie pokrywają się z wpisem w dowodzie osobistym, a nawet bliscy przyjaciele mimo, że znają prawdziwa tożsamość pisarza zwracają się do niego nie po imieniu, a używając pseudonimu. Ta informacja była dla mnie zaskoczeniem w trakcie lektury dzienników Szczepana Twardocha, gdzie Szostakowi jest poświęcony spory fragment. Dzięki pseudonimowi Szostak może posługiwać się jak to określił „wielogłosem” i oddzielać role w jakiej występuje. Śmiał się nawet, że gdy rozpoczyna wykład z filozofii nawet głos mu się zmienia. Sam Wit Szostak mimo prób zarzucił pomysł pisania własnego dziennika, wystarcza mu odsłanianie się w jego dotychczasowych publikacjach. Dodatkowo uważa, że byłoby mu niezręcznie publikować wzmianki o osobach trzecich.
W związku z tym zebrałam się na odwagę i kiedy autor podpisywał moją kopię „Oberków” zapytałam co sądzi o wspomnianym fragmencie u Twardocha. Odpowiedział, że to akurat nie było dla niego zaskoczeniem, bo tekst, jak wiele innych w „Wielorybach i ćmach„, ukazał się pierwotnie już jakiś czas temu w Tygodniku Powszechnym i miał czas się z nim zapoznać.
Generalnie wzmiankę uważa za bardzo miłą i nie miał nic przeciwko.

WP_20151107_11_50_22_Pro

Autor wpisuje dedykację zielonym atramentem 🙂

Kolejne spotkanie, w którym uczestniczyłam to rozmowa z Martą Obuch autorką „komedii kryminalnych” z akcją rozgrywającą się głównie na terenie Katowic.
Im dłużej przysłuchiwałam się tym bardziej miałam wrażenie, że gdzieś już się spotkałam ze wzmianką o książkach autorki i rzeczywiście w zeszłym roku można było wziąć udział
w grze miejskiej na podstawie „Szajby na peronie 5„.
Miło było posłuchać o kulisach pracy pisarki i ciekawostkach związanych
z miejscem akcji i historią Katowic (słynny peron 5 oraz tunele pod placem Sejmu Śląskiego), niestety prowadzący i pisarka często wchodzili sobie nawzajem w słowo więc bywało troszkę chaotycznie.

WP_20151107_14_00_36_Pro

Ziemowit Szczerek w fotelu, na podłodze Michel Houellebecq.

Później przyszedł czas na spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem, który pojawił się na scenie z egzemplarzem”Uległości” (który wyjął z bojówek
i porzucił obok fotela ;)). W tym miejscu wielkie brawa należą się prowadzącej spotkanie Aleksandrze Kaczmarek. Bez wahania mogę powiedzieć, że poradziła sobie najlepiej ze wszystkich przepytujących.
Było sympatycznie i z humorem, a do tego ciekawie, bo wywiązała się też interesująca dyskusja pomiędzy pisarzem a widownią. Spora w tym zasługa samego Szczerka – bezpośredniego i swobodnego w obyciu. Widać, że to autor o ugruntowanych poglądach, których nie wstydzi się wyrażać i jest otwarty na dyskusję. Kiedy prowadząca spytała go
o jego stosunek do Polski cytując mało pochlebny dla ojczyzny fragment z „Siódemki” pisarz odpowiedział, że po pierwsze, „to zdanie włożył w usta jednej z postaci i teraz nie będzie ich sobie wkładał z powrotem do swoich bo to niehigieniczne”, ale podsumowując
z „Polską jest jak ze smogiem, można polubić, ale trzeba się postarać”. Później udało się namówić Szczerka na przeczytania fragmentów z „Siódemki” i kolejna prześmieszna sytuacja. Autor dał się przyłapać na powtarzaniu niemal słowo w słowo własnej książki. Skomentował tylko „ależ się powtarzam, ale siara…” co wywołało powszechna rozbawienie na sali, autor mimo lekkiego zmieszania brnął dzielnie dalej chociaż wybrany fragment pełen był wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe.

Dużo, dużo frajdy dostarczyło mi to spotkanie. Było o mitologizacji USA
i podobnym zjawisku zachodzącym w Polsce jeśli chodzi o lata 90, alternatywnej historii RP (o czym ma być kolejna książka Szczerka), parę słów wyjaśnienia co do „Przyjdzie Mordor i nas zje” – to fabuła stylizowana na reportaż, a nie jak mógłby odnieść wrażenie czytelnik reporterski zapis prawdziwych wydarzeń (pamiętam, że kiedy zaczynałam „Przyjdzie Mordor…” po mojej wyprawie na Krym zadawałam sobie pytanie, czy myśmy aby byli w tym samym miejscu?!). Było też sporo o planach wydawniczych i nie tylko – niedaleka premiera „Tatuaż z tryzubem” (Czarne), spektakl teatralny na podstawie „Przyjdzie Mordor…” (do zobaczenia w Lublinie), trwają przygotowania do wystawienia „Siódemki
w Teatrze Zaglebia w Sosnowcu, w planie jest także realizacja filmu (reżyserem miałby być Maciej Bochniak).
Na koniec prowadząca podzieliła się swoim pomysłem dotyczącym twórczości Szczerka –  chce przejechać Polskę trasą numer siedem opisana w książce i dotrzeć aż do Radomia, rodzinnego miasta pisarza. W sumie bardzo ciekawy pomysł, czytając myślałam o tym, żeby podobną wycieczkę odbyć za pomocą Google Street View, bo opisane „cuda Siódemki” na prawdę intrygują.

WP_20151107_15_50_43_Pro

„Ale proszę Państwa kolejeczka! Kolejeczka!” zawołał męski głos z tłumu no i proszę, oto efekt. 🙂

Ostatnim punktem programu na mojej liście było zdobycie trzeciego (po Szostaku i Szczerku) autografu od pani Małgorzaty Szejnert. Pod sceną główną zgromadziło się naprawdę mnóstwo czytelników większość z egzemplarzami książek do podpisu. Pani Małgorzata czytała fragmenty ze swojej najnowszej powieści „Usypać góry. Historie z Polesia„. Był oczywiście czas na pytania z audytorium i tak dowiedzieliśmy się, że pani Małgorzata chciałaby odejść już na zasłużoną emeryturę. Pisanie ostatniej powieści było dla niej bardzo wyczerpujące i założyła, że przez rok od wydania ostatniej książki nie będzie zabierała się za nic nowego, ale nie wiadomo jak to będzie. Generalnie nie chciała by już pisać nic z dużych form
a ograniczyć się do na przykład recenzji. Później przyszedł czas na autografy, o dziwo mimo tłumów uformowała się porządna kolejka,
w której znalazłam się tuz za panem, który pochodził z Polesia własnie.

WP_20151108_21_33_27_Pro

No nie ma czegoś takiego jak za wiele książek, czyli moje łupy.

O ile w Krakowie mogłam się pochwalić samodyscypliną co do nie częstego sięgania po portfel, w Katowicach musiałam chyba odreagować wcześniejsze ograniczenia 😉 Chętnie skorzystałam z możliwości wymiany na stoisku Śląskich blogerów książkowych. Strategicznie zabrałam ze sobą książki w miarę lekkie, ale do domu wróciłam z biografią Hammonda znanego z Top Gear w twardej oprawie i kryminałem, torba ważyła swoje…Kiedy dwa lata temu szukałam informacji o krakowskich targach śmiesznym wydawał mi się pomysł przyjazdu z walizką na kółkach, po śląskich targach pomysł ten wydaje się strzałem w dziesiątkę. Teraz muszę postarać się o kolejną półkę, żeby zmieściły się na niej nowe tytuły 🙂

WP_20151108_16_05_11_Pro

Szczepan Twardoch osaczony 😉

W niedziele (trzeci dzień targów) planowałam tylko wypad na spotkanie ze Szczepanem Twardochem i mimo tego, że zostało mi tylko 15 minut do spotkania zdążyłam upolować ostatni egzemplarz „Tak jest dobrze
i o zgrozo dokupić jeszcze „Tal” Zbigniewa Białasa i „Żar” Marai (w końcu sprawdzę co tak Twardoch zachwala w swoich dziennikach ;)) Wszystko przez te zniżki 😉 Podczas spotkania padały pytania głównie o tożsamość pisarza, Szczepan Twardoch opowiadał o recepcji jego książek za granicą („niższy poziom stanów dobrych”, jak to określił autor), trudnościach jakie nastręcza przekład i współpracy z tłumaczem, śmiał się także z „dosłownej aż do bólu” okładki rumuńskiego wydania morfiny i ogłosił,
że czeka na propozycje współpracy co do ekranizacji „Dracha„.
Prowadzący próbował wyciągnąć od Twardocha jakąś krytyczną uwagę na temat czytelnictwa w Polsce, na co pisarz opowiedział anegdotę o łajaniu w kościele ludzi, którzy przyszli na mszę za to, że większość nie chodzi do kościoła, zważywszy na tłum jaki się zgromadził bardzo celnie trafił.

Chyba zniechęcony stanowczością pisarza prowadzący postanowił nie ciągnąć go za język jeśli chodzi o nowe rzeczy nad którymi Twardoch obecnie pracuje i w tym miejscu nie wytrzymałam ja. Jeśli ktoś mnie zna to wie, że dla mnie zadanie pytania przed taką publiką można przyrównać do skoku na bungee (sama się teraz siebie boję do czego jestem zdolna 😉 ) nawet nie wiem kiedy podniosłam rękę, podano mi mikrofon, który jak na złość nie chciał działać albo ja z wrażenia nie potrafiłam go porządnie ustawić, jak spod ziemi wyrósł pan z kamerą trzy kroki od mojej twarzy więc na prawdę koszmar 😉 Za trzecim razem udało mi się poprosić, żeby Twardoch powiedział coś więcej o tym nad czym pracuje.
I tu powaga i podniosłość chwili padła, bo prowadzący, że tak powiem padł kolejną ofiarą „pierdzącego fotela” (to samo przydarzyło się na chyba wszystkich spotkaniach, na których byłam). Absolutnie wszyscy wybuchnęli śmiechem i zbiorowa głupawka odwróciła uwagę w stronę sceny (na szczęście! :))

12231445_10206646271888281_179676450_n
Odwaga została narodzona, obecnie Szczepan pracuje nad dwoma powieściami: historią o bokserach (pochwalił się, że nawet w ramach oswojenia się z tematem zaczął trenować boks, od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, czy będzie trenował z Łukaszem Orbitowskim ;))
i kolejna o rybakach na dalekiej północy. Czekam z niecierpliwością na ukończenie obu projektów. Po spotkaniu tradycyjnie pisarz podpisywał książki. Nie było absolutnie mowy o żadnej regularnej kolejce, fani (no dobra, bardziej fanki ;)) rzucili się na scenę tak, że wydawało się, że pisarz nie wyjdzie z tego żywy 😉 Czytelnicy spontanicznie zadawali pytania, albo dzielili się wrażeniami z lektury. Stwierdziłam, że jeśli już odezwałam się przez mikrofon to teraz tym bardziej to będzie pestka, więc zapytałam jak się podoba Twardochowi okładka „Morfiny”, bo miałam ochotę obłożyć ją papierem żeby móc czytać w spokoju. Okazuje się, że „Bardzo. Mimo tego, że boli w oczy.” 🙂 Dostałam dedykację, poczekałam jeszcze na przyjaciółkę uwięzioną w tłumie i już trzeba było zbierać się do domu.

12207882_10206646270208239_1557694096_n
Dzień pełen wrażeń.
Listopadowe Śląskie Targi Książki na stałe wpisuję do mojego kalendarza
i bardzo, bardzo polecam! Do zobaczenia, miejmy nadzieję, za rok. 🙂

PS. W tym roku na targach na próżno było szukać nart (na szczęście!), za to było małe stoisko z fotelami masującymi i wanną z hydromasażem – tak, nie przywidziało mi się. 😉 Może to nowa, świecka tradycja, że co roku musi być jedno dziwne stoisko nie pasujące do reszty, chociaż  baaardzo na upartego to też wpisywało się w tematykę targów.  Może stoisko miało za zadanie przyciągnąć miłośników czytania w wygodnym fotelu i wannie? ;P

Advertisements

12 uwag do wpisu “Śląskie Targi Książki w Katowicach.

  1. A-ha, więc ta kobieta pytająca Twardocha o plany pisarskie to byłaś Ty! Żałuję, że nie miałam czasu zostać na autografach, bo nie dość, że mam jeszcze „Zimne wybrzeża” do podpisania, to miałabym czas zidentyfikować różne znajome z internetu osoby. Niestety, siła wyższa 😦

    Twardoch był przecudny, a pierdziochowy fotel obłędny 😀

    Lubię to

    • Tak to ja,, niezły coming-out 😉 Stwierdziłam, że „niy strzimia” jeśli prowadzący ma zamiar nie zadać tego pytania. Dobrze, że potem fotel odwrócił uwagę, bo miałam wrażenie, że zaraz zejdę na zawał z tremy, kamera też nie pomagała 😉 Teraz już wiem kogo wypatrywać i przy kolejnej okazji na pewno podejdę się przywitać, na spotkaniu niestety nie było opcji. 😦

      Polubione przez 1 osoba

      • Trzymam za słowo! 🙂 I doskonale Cię rozumiem, też bym zeszła na zawał z tremy… Nie dość, że mikrofon, nie dość, że ludzie, to jeszcze Szczepan Twardoch, który patrzy na Ciebie tym przenikliwym granatowym spojrzeniem 😉

        Co do planów pisarskich, ja już akurat słyszałam o nich, gdy byłam na poprzednim spotkaniu w Rybniku (2.10.), ale byłam zdziwiona, że prowadzący nie pytał o dzienniki.

        Polubione przez 1 osoba

        • Oj, nie pomagało, tym bardziej, że zamiast przenikliwego spojrzenia widziałam bardziej grymas a la „kobieto co ty do mnie mówisz bo nic cię nie słyszę” hahah
          Co do pytań to uważam, że już powinien być zakaz pytania o śląskość / polskość 😉 tyyyle razy już wałkowany temat, że liczyłam na jakiś inny zestaw pytań i też się dziwię, że nie było mowy o najnowszej książce.

          Polubione przez 1 osoba

          • Zdecydowanie. Naprawdę już każdy zainteresowany wie, co Szczepan Twardoch na ten temat myśli. Dobrze, że go chociaż nie pytali czy politycznie jest teraz na prawo, czy na lewo i dlaczego go to nie obchodzi 😛 Albo o te wszystkie afery w stylu „pie*dol się, Polsko” czy Mercedesa…

            Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Akcja inwentaryzacja, czyli podsumowanie roku 2015 | 100str/h, czyli czytam w busie

  3. Pingback: Targi książki – niezdecydowani? Przeczytajcie! | 100str/h, czyli czytam w busie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s