E jak Edward, G jak Gorey

Opóźniona kartka z kalendarza na 15 kwietnia:

103 lata temu zatonął Titanic,
2 lata temu doszło do zamachu bombowego podczas maratonu bostońskiego,
15 lat temu lat temu zmarł Edward Gorey (1925-2000)
niesamowity pisarz i ilustrator.

Pierwszy raz trafiłam na jego prace właśnie gdzieś około 2000 roku, gdy zafascynowana subkulturą gotycka buszowałam w internecie i natrafiłam na stronę z najpopularniejszą „alfabetyczną” wyliczankę Goreya– The Gashlycrumb Tinies („Cmentarzyk”).

Ilustracje bardzo przypadły mi do gustu, a całość była tak intrygująca, że zaczęłam polować w sieci na najdrobniejsze wzmianki o pracach i osobie Edwarda Goreya. Niestety, wtedy o sprowadzeniu książek z zagranicy mogłam jedynie pomarzyć, a żaden tytuł autora nie był dostępny w Polsce.

W 2011 roku Wydawnictwo Znak opublikowało zbiór prac Goreya „Osobliwy gość i inne utwory”. Rok później ukazał się kolejny tom pod tytułem „Pamiętna wizyta”. Tłumaczenia obu podjął się Michał Rusinek.

20150419_143149

Jeżeli ktoś zastanawia się czy sięgnąć po książki, polecam zajrzeć do środka. Warto też posłuchać nagrania, gdzie tłumacz opowiada o swojej pracy i  przybliża sylwetkę genialnego ilustratora. Niestety „Osobliwy Gość” na ten moment nie jest już dostępna, ale od czego są serwisy aukcyjne, gdzie od czasu do czasu pojawiają się obie książki i to w dość promocyjnych cenach.

Nieliczne, próby tłumaczenia utworów Edwarda Goreya na język polski pojawiały się na długo przed publikacjami Wydawnictwa Znak (przekład Barańczaka w zbiorze „Fioletowa krowa”, tłumaczenie Elżbiety Siwieckiej zamieszczone w nr 6/1997„Literatury na Świecie”). Osobiście bardzo chciałabym przeczytać tłumaczenie Jacka Dehnela (jak na razie nigdzie nie opublikowane, a wspomniane w nagraniu).  Niewiele osób podjęło się próby przekładu, gdyż jak przyznaje Michał Rusinek bywa to zadanie na prawdę karkołomne. Edward Gorey tworzy„nieprzetłumaczalne” wyrazy i takież imiona nadaje bohaterom swoich historii.

Na pierwszy rzut oka, można dać się zwieść ilustracjom Goreya. Wydaje się, że mamy w ręku książeczki dla dzieci, jak widać wyżej nic bardziej mylnego. Owszem, dzieci często bywają w centrum twórczości Edwarda Goreya, ale zazwyczaj przytrafiają się im historie zupełnie nieodpowiednie dla młodych czytelników.

Kolejną, myląca cechą rysunków autora jest ich styl przywodzący na myśl skojarzenia z edwardiańską/wiktoriańską Anglią. Można by pomyśleć, że Edward Gorey był rodowitym Brytyjczykiem. Mimo ewidentnej fascynacji tymi epokami autor nigdy nie dotarł do brzegów Albionu. Nic w tym dziwnego, jeśli uważał, że jego ulubionym sposobem podróżowania jest patrzenie przez okno.

20150419_154544

Kolekcja. Mam nadzieję poszerzyć ją kiedyś o „Floating Worlds: The Letters of Edward Gorey and Peter F. Neumeyer”.

20150419_153818

20150419_153937

Pomijając książki, sam Edward Gorey to postać tak niezwykła jak jego twórczość. Często nosił futra, do tego zakładał tenisówki i sygnety. Kochał balet (starał się nigdy nie opuszczać żadnego przedstawienia New York City Ballet) i koty. Mówił o sobie tak:

„Naprawdę uważam, że piszę o codziennym życiu. Nie wydaje mi się, żebym był takim dziwakiem za jakiego uważają mnie inni. Życie jest zarazem niebezpieczne i nudne.
W każdej chwili może się pod nami załamać podłoga. Rzecz jasna, prawie nigdy tak się nie dzieje i przez to życie jest takie nudne.

 Gorey był właścicielem ogromnej kolekcji książek, tak wielkiej, że w pewnym momencie rzeczywiście istniało ryzyko, iż podłoga się załamie. Gromadził także inne, niecodzienne przedmioty, miedzy innymi kamienie kształtem przypominające żaby. Jego zbiory można zobaczyć w domu przy ulicy Truskawkowej 8, Cape Cod, Massachusetts.
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odwiedzić Elephant House, a na chwile obecną musi mi wystarczyć album z fotografiami.

20150419_154000-tile

„Moją życiową misją jest sprawić, aby każdy poczuł się tak nieswojo jak to tylko możliwe.”

I niech to będzie zachęta do odkrywania świata według Edwarda Goreya.

P.S. Twórczość Edwarda Goreya jest także inspiracją dla muzyków, niżej dwie próbki:
The Tiger Lillies i Nine Inch Nails.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “E jak Edward, G jak Gorey

  1. Nie znam tego Pana ale po tym co przeczytałam musiał być fascynującym człowiekiem :).

    Ilość książek imponująca. ciekawe co się z nimi stało po jego śmierci …

    Kamyki w kształcie żeby … :).

    A Ty kochana chyba nie potrzebujesz tłumaczeń ;).

    Lubię to

    • Co do książek, część na pewno została na swoim miejscu, co do reszty, jeśli kiedyś pojadę do USA to się dowiem 😉 Jeśli chodzi o tłumaczenia to najlepiej czyta się w wersji oryginalnej, ale ciekawa jestem zawsze jak poradził sobie tłumacz 🙂

      Lubię to

  2. Pingback: „Orkan na Jamajce” Richard Hughes | 100str/h, czyli czytam w busie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s