Ciężki żywot człowieka czytającego…

Podróżowanie transportem publicznym z powodzeniem można zaliczyć do sportów ekstremalnych, wie to każdy, kto próbował dostać się gdziekolwiek korzystając z usług państwowych bądź prywatnych przewoźników. Jeśli dodatkowo ktoś jest amatorem czytania zawsze, wszędzie i wszystkiego, wie, że czytanie w busie stanowi bardzo dobry trening w wielu dyscyplinach. Na pierwszym miejscu w cierpliwości, następnie w poskramianiu żądzy dokonania mordu na współpasażerach, a może odwrotnie?  😉

Mój autobusowy survival rozpoczął się dobre 10 lat temu, kiedy stałam się szczęśliwą posiadaczką indeksu uczelni wyższej i rozpoczęłam swoje cotygodniowe wyprawy z plecakiem do akademika, wydłużone odpowiednio o wszelkie opóźnienia związane z remontami ulic, rond oraz torów tramwajowych. Po 5 latach Wraz ze zdobyciem upragnionych 3 literek przed nazwiskiem i pierwszej stałej posady, częstotliwość moich podroży i przesiadek gwałtownie wzrosła. Tym samym można by pomyśleć, że oto przybyło mi około 2 godzin dziennie, które mogę przeznaczyć na czytanie, ale nic bardziej mylnego…

Przeszkoda numer 1, czyli „Czy moglibyście się państwo przesunąć troszeczkę do tylu?”

Jest to bezapelacyjnie najbardziej znienawidzone zdanie w historii transportu publicznego. Na tę mniej lub bardziej stanowcza prośbę kierowcy cały autobus w duchu wola „NIE, nie moglibyśmy!” wplatając pomiędzy najpopularniejsze polskie przekleństwo, silnie akcentując spółgłoskę „r”. Wizualizuję to sobie tak:

kurwamacmisiek

rys. Marek Raczkowski

Niestety, zbyt często bywają takie dni, że o czytaniu można jedynie pomarzyć. Tłum pasażerów stoi ściśnięty w alejce między siedzeniami, przyklejony do drzwi, okien, fotela kierowcy i siebie nawzajem. W pamięć zapadł mi zimowy kurs, godzina 17.40, gdzie znajoma kierowcy miała „miejsce siedzące” na poręczy tuż przed przednią szybą (pozostałe 10 osób upchniętych w przedsionku pomyślało – szczęściara). Kiedy kierowca szykował się do zmiany pasa uprzedzał: „Jak policzę do ośmiu to ty się schylisz”. I tak współpasażerka wykonała na trasie co najmniej kilkanaście pół-ukłonów ku nieskrywanej uciesze męskiej części zapuszkowanych.
Czasem jednak, gdy w ogonku stojących jest dość luźno, tudzież uda się zająć jedno z miejsc strategicznych, to jest obok elementów zapewniających stabilną jazdę (pionowe elementy poręczy, schodki, drzwi) … BINGO! Wyjmujemy książkę i już możemy się oderwać od autobusowej i w ogóle rzeczywistości, ale…no właśnie…

Przeszkoda numer 2 „nooo jadę właśnie… słuchaj…” – czyli, promocji typu „darmowe minuty” powinno się zakazać.

Rozumiem, że podróżując busem, szczególnie na dłuższej trasie, można się nudzić.
Rozumiem, że trzeba przekazać pilnie jakieś informację lub umówić się z rodziną, że ktoś wstawi obiad, a ktoś inny podjedzie odebrać nas z przystanku.
Jednak nigdy nie zrozumiem jak można przez całą, podkreślam CAŁĄ godzinę bez przerwy torturować wszystkich dookoła swoim gadaniem.
Pół biedy, jeśli nadawany monolog jest ciekawy lub zabawny, a monologujący ma przyjemny głos… dramat zaczyna się, gdy jest zupełnie odwrotnie.

Mój ranking rozmów mimowolnie podsłuchanych otwiera pani, która po kolei prosiła do telefonu cala swoja rodzinę – matkę, ojca, siostrę a na końcu swojego potomka i właściwie każdemu (w sumie 3 razy, bo na szczęście dziecko było jeszcze za małe), opowiadała tę samą historię: jak to dziś profesor na kolokwium posądził ją o ściąganie…jakby tego było mało, punktem wyjściowym każdej rozmowy, było komentowanie zawartość pieluszki potomka…

Zdarzają się również rozmowy niezwykle intrygujące, odrywające czytelnika od najciekawszej lektury, na przykład rozmowa kilku panów wracających z …przepustki do zakładu karnego. Natychmiast po powrocie musiałam sprawdzić co kryje się pod paragrafem 208…

Pomijając narzekania wyżej, zdarzają się też takie dni, że oto i jest! Ulubione miejsce przy oknie, wolne! Nie trzeba podróżować stylem na małpkę (jedną ręką uwieszamy się za półkę bagażową, w drugiej książka). Już siedzimy, już wydobywamy z czeluści torebki nowy tom i właśnie wtedy…

Przeszkoda numer 3 „O cześć! Dawno się nie widzieliśmy. Co tam u Ciebie?”

No to poczytane… 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s